Powrót do strefy komfortu!

Pierwszy raz o „strefie komfortu” usłyszałam, kiedy zaczęłam się interesować rozwojem osobistym. Definiowana jest jako stan, w którym wszystko wiesz i znasz, w którym czujesz się bezpiecznie (patrz: leniwie). Stan, w którym stoisz w miejscu, ulegasz stagnacji, wypalasz się. Właściwie do tej pory nie znalazłam o niej nic pozytywnego, jakiegoś punktu zaczepienia, że jednak jest tam coś dobrego, co powodowałoby mój dobry stan. Nie. Wprost przeciwnie: naokoło przekonują, że należy koniecznie z niej wyjść, podają dziesiątki powodów dlaczego należy z niej wyjść i rozpisują 100 sposobów jak to się robi. Strefa komfortu – znienawidzona, niechciana, nielubiana.  Sama dałam się złapać w pułapkę wieloletniego wychodzenia ze strefy komfortu, ale przyszedł moment w moim życiu, kiedy mówię „dość”.

Właściwie, to nie był moment, to był i jest proces. Zaczął się 2 lata temu, kiedy wyprowadziłam się z Polski do USA. Wydawało się, że jest to największe wyjście ze strefy komfortu kiedykolwiek. Bo przecież musiałam nauczyć się prawie wszystkiego od podstaw, doszlifować angielski, zaznajomić się z nową kulturą, reaktywować się zawodowo, poznać nowych ludzi… etc. Wszystko zatem co komfortowe, pozornie zostało w Polsce.

Tak więc uczyłam się nowych rzeczy, poznawałam, mierzyłam się z wyzwaniami, dziwiłam, szukałam, znajdowałam.

I potem była sesja zdjęciowa, prezent na urodziny od młodej, zdolnej fotograf z New Jersey – Ani Frączak (https://www.annafraczakphoto.com). Ania zaproponowała tzw. sesję w boxie (efekt widzicie jako obrazek wyróżniający tego postu). Była to niezwykła sesja pod wieloma względami: Ania stworzyła niesamowitą aurę, mówiła do mnie po francusku by mnie rozśmieszyć, a ja przygotowałam kilka fajnych „gadżetów”, aby stworzyć obrazki wiernie oddające moją najbardziej charakterystyczną „JA”. Udało się to doskonale. Kiedy zobaczyłam efekt sesji, byłam bardzo zadowolona: 9 odsłon mojej „JA”, a właściwie 9 odsłon tego, co dla mnie ważne zawodowo i trochę prywatnie.

Kiedy przyglądałam się tym 9 kwadracikom tworzącym jeden box, zdałam sobie sprawę z jednego: Wcale nie myślę „outside the box”, wcale nie muszę ciągle myśleć poza schematem i wychodzić z mojej strefy komfortu. Teraz nastał czas w moim życiu, kiedy chcę być „tu i teraz”, chcę spojrzeć w mój box i zastanowić się co ja mogę zrobić z tym co już mam? Bo przecież tylko tak będę żyła w spokoju i przekonaniu, że nie muszę już szukać, pędzić, myśleć do przodu, ciągle się ulepszać… Nie muszę żyć w przyszłości. Naszła mnie taka właśnie refleksja: wychodząc nieustannie ze strefy komfortu, ciągle coś ulepszając tak naprawdę non stop żyjemy w przyszłości robiąc plany i inne plany, a ulatuje nam to, co najważniejsze teraz. Życie tu i teraz przechodzi nam, mówiąc kolokwialnie „koło nosa”.

Przyglądając się mojej strefie komfortu, mojemu magicznemu pudełeczku, mogłam nareszcie zauważyć, że mam tak bardzo wiele zasobów, talentów, możliwości do wykorzystania, że już nic nie muszę, co najwyżej mogę chcieć. Wychodzenie ze strefy komfortu przestało mieć dla mnie znaczenie i moc. Dzisiaj największą moc ma zauważenie całej aktualnej struktury wzajemnych połączeń we mnie i zaopiekowanie się nimi tak, by stworzyć z nich nowe, ciekawe elementy w ramach strefy komfortu. I to jest moja siła i moc! Jak to się stało, że do tej pory tego nie zauważałam i nie mogłam świadomie wykorzystać? Może właśnie dlatego, że uległam hasłom i przekonaniom, że wszystko co siedzi w naszym pudełeczku zwanym strefą komfortu się nie nadaje do niczego i nie da mi poczucia szczęścia? Że wszystko, o czym marzymy jest poza nią? Być może przez wiele lat bardzo ją rozbudowałam, ale też wielokrotnie wychodząc z niej trochę się poobijałam. Na tyle, że zapragnęłam docenić wszystko, co mam starego i wypracowanego. Myślę sobie i jestem dziś pewna, że nie ma to absolutnie nic a nic wspólnego z wyświechtanym hasłem „Nigdy się nie poddawaj”.

Dzisiaj chce mi się radośnie wykrzyknąć „Wracaj do swojej strefy komfortu!” Tu jest wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia, spokoju, samorealizacji. Jesteś wystarczająco dobry, żeby zacząć tu i teraz, w tej chwili, by właśnie w tym momencie poczuć wdzięczność za wszystko co masz i osiągnąłeś. Masz wszystko, co jest potrzebne do Twojego szczęścia. Przyjrzyj się sobie we własnym pudełeczku. Jesteś kompletny. Potrzebujesz tylko to dostrzec. Ja już dostrzegłam. Ty też tak możesz. TERAZ.

Beata

Intercultural Coach, Expatka, Autorka książek „Zmiana niejedno ma imię”.

http://www.beatamarciniak.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy