Refleksyjny lot Warszawa _ Nowy Jork

Lot z Warszawy do Nowego Yorku był niezwykle przyjemny, spokojny i komfortowy w business classe bo kontrakt ekspacki gwarantuje ci to w umowie, tak jak wszystkie koszty związane z przeprowadzką. Nasz piesek yorkshire leciał z nami przy fotelu. Niestety nawet na moment nie mogła być wyjęta ze swojego zamkniętego nosidełka. Przyjęła to z godnością, ale widziałam, że bardziej było to smutne poddanie się patowej sytuacji, niż radość bycia z nami obok. No ale przetrwała!

Bezpośredni lot z warszawy do Nowego Yorku trwa 8 i pół godziny. Mija bardzo szybko wbrew temu jak się o tym myśli. Co robię podczas takiego lotu? Transatlantyki dają dużo możliwości miłego spędzenia tego czasu: samo konsumowanie posiłków trwa już pewnie z dobrą godzinę. Każdy fotel standardowo zaopatrzony jest w ekranik. Tak więc można oglądać filmy, których jest całe mnóstwo w różnych językach i wiele niezłych hitów. Można słuchać audiobuków, oglądać programy TV. Można czytać książki, można gadać ze współtowarzyszem podróży i można rozmyślać. Przyznam, że połowę czasu rozmyślałam. O wszystkim. Tam, w górze, między jednym światem, który właśnie zostawiłam, a drugim. do którego zmierzam była to w końcu najlepsza przestrzeń na oczyszczenie się i przygotowanie duchowej przestrzeni na nowy początek. Nie, nie myślałam o tym, czy wszystko udało mi się zamknąć, wszystko pozałatwiać, ze wszystkimi się pożegnać, nie myślałam czy jestem w 100% gotowa na tę zmianę. Rozmyślałam o życiu. O moim życiu. Czułam wdzięczność, że tyle pięknych rzeczy mnie w nim spotyka i że najzwyczajniej w świecie ufam temu procesowi, mam z życiem pewną nić porozumienia. Bo z życiem trzeba umieć się dogadać. Myślałam o tym też, że przecież jak każdy mam w życiu pewne braki, tęsknoty, dopada mnie czasami smutek. Mam złe dni. Wiem jednak że to tylko złe dni, a nie złe życie. Życie to nie tylko uśmiechajace się zdjęcia z fejsbuka tylko szczęśliwych chwil, choć ja też lubię dzielić się nimi publicznie. Życie mam dobre, a właściwie lepsze niż dobre jak mawia mój ukochany Zig Ziglar.

Rozmyślając patrzyłam na syna, który jedzie z nami na rok do US i będzie to dla niego i dla nas ostatni taki rok kiedy fizycznie mieszkamy razem. I jestem mu wdzięczna, że podjął taką decyzję o tym wyjeździe, dzięki temu mamy jako rodzina szansę na przygotowanie się do jego czasu dorosłości i odlotu z gniazda. Zastanawiałam się i byłam ciekawa jak wykorzysta ten rok dla siebie, z czego skorzysta, co sobie przemyśli. Kiedy ja miałam 19 lat tak jak on, właśnie dostałam się na romanistykę w Poznaniu i wyjeżdżałam od rodziców. Jako matka mam dany jeszcze rok przed jego wyjazdem prawdopodobnie do Szkocji na studia. Myślałam, że chcę go dobrze wykorzystać, być blisko ale też dać mu przestrzeń na bycie i podejmowanie decyzji samemu.

I tak minął lot. 14 lipca 2016r. wylądowaliśmy z Kubą i zwierzakami na JFK w Nowym Jorku. Szczęśliwi. Kolejka do immigration była jak zwykle ogromna więc musieliśmy się uzbroić w cierpliwość. Niestety radość przyjazdu zakłócona była pierwszą wiadomością ze świata, która do nas dotarła: zamachy w Nicei w święto narodowe Francji. Parę metrów przed nami w kolejce pewna Francuska zanosiła się od płaczu… Ponieważ emocjonalnie Francja jest mi najbliższa na świecie, to udzieliły mi się te łzy. Mieszanka radości i smutku. Jest to takie uczucie, jakby coś zablokowało cię od wewnątrz i nie dajesz sobie przestrzeni na autentyczną radość …

W końcu się odprawiliśmy i poszliśmy szukać naszego kota.. naszego 13 letniego kochanego Wojtusia, o którego najbardziej się obawialiśmy bo różni ludzie straszyli nas, że nie przeżyje tej długiej podróży w luku bagażowym. Wojtek już na nas czekał wystawiony przy taśmie z walizkami. Czekał świeży i wyprostowany i na sam widok uśmiechnęło mi się już serce. A jego miałknięcie na mój widok zrekompensowało moje wcześniejsze obawy. Tak więc wszyscy moglismy w komplecie zameldować się i rzucić w ramiona P., który czekał na nas przez 5 tygodni. No i rzuciliśmy się! A następnie pewnym, ochoczym krokiem ruszyliśmy w stronę naszego nowego domu w między Pennington a Lawrencewille w stanie New Jersey.

Ciąg dalszy nastąpił… 🙂

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s